“You
want a love that consumes you.
You want passion. And adventure.
And even a little danger.”
You want passion. And adventure.
And even a little danger.”
Cholerna Ferguson!
Krzyknęłam w myślach zirytowana przysięgając sobie,
że gdy tylko ją zobaczę otrzepię jej piórka z wszystkich moich ubrań, które
przyjaciółka regularnie mi podkradała. Po dziesięciu głębokich oddechach złość
kompletnie mi minęła i tylko wybuchłam niepohamowanym chichotem, który poniósł
się po całym domu. „Pożyczanie ubrań” to była nasza tradycja, już nawet nie
pamiętam jak kiedyś funkcjonowałam bez eleganckiego, lecz czasem ekscentrycznego
stylu Lily. Kręcąc głową odeszłam od szafy z czarną, koronkową, sukienką
przewieszoną przez ramię. Gdy przechodziłam obok łóżka rzuciłam ją na nie i weszłam
do łazienki. Pozbyłam się ubrań, które opadły na ziemię kreśląc szlak do samego
prysznica pod którym stanęłam naga. Odkręciłam kurek z ciepłą wodą i weszłam
pod strumień przymykając oczy oddając się całkowicie przyjemności i odprężeniu.
Po dłużej chwili boso i owinięta
ręcznikiem, szłam przez korytarz nucąc pod nosem „Ed Sheeran -
Give Me Love” . W rozmyślałam nad wieczorem, który
dokładnie planowałam od czasu, gdy dostałam upragniony list od Francisca . Na
samą myśl rumieniłam się, a moje serce biło nierównym rytmem. Zagryzłam wargę i
odgoniłam od siebie jakiekolwiek myśli, ponieważ usłyszałam kołatanie do drzwi.
Wiedząc, że nie zdążę się już ubrać, jak gdyby nigdy nic podeszłam do drzwi i
otworzyłam je z uniesioną brwią, ponieważ nie spodziewałam się żadnych gości.
Oprócz niego..
Pomyślałam lustrując wzrokiem mężczyznę, który stał za progiem mojego domu i z
nutką nonszalancji opierał się o framugę drzwi. Wzięłam głęboki oddech i
przechyliłam lekko głowę na bok pozwalając by wilgotne jeszcze włosy opadły na
jedno z moich ramion.
-Salvatore.. – mruknęłam oblizując górną wargę moich wiśniowych ust,
na których on zwiesił na moment swoje
błyszczące spojrzenie.
-Nie spodziewałaś
się mnie.. – wyszeptał wciąż krążąc po mnie
i moim skąpym „ubiorze” wzrokiem.
-Nathanielu
wyjechałeś, skąd mogłam wiedzieć, że..
Nie dane mi było dokończyć
swojej myśli, bo on z szybkością wampira znalazł się tuż przy mnie i zatopił
swe diabelskie wargi w moich ustach. Zdołałam tylko jęknąć i przyciągnąć go do
siebie jeszcze mocniej za koszulę lądując z nim na dywanie w przedpokoju.
Jego dotyk czułam wszędzie, każdą
komórką mojego ciała, każdym urywanym oddechem, który łączył się z jego w namiętnym
pocałunku. Spragniona chciałam brać i dawać, gubiąc gdzieś całkowicie poczucie
odpowiedzialności i powinności.
Nie wiem ile tak trwaliśmy na
ziemi, co chwila walcząc o dominację naszych splecionych ciał. Dopiero gdy bez
sił oparłam głowę o jego nagi tors i wzięłam głęboki wdech uświadomiłam sobie
swój błąd. Spojrzałam na Nathaniela i syknęłam cicho.
-Co Ty sobie
myślisz, Salvatore?
On tylko wybuchnął głośnym
śmiechem i musnął ustami mój policzek kierując swoje szepczące usta do mojego
ucha.
-Powiesz mi, że to
co się tu stało było tylko moją winą, że tylko ja chciałem Ciebie i nie
odwrotnie..
Westchnęłam głęboko i kręcąc
tylko głową przeczesałam włosy palcami czerwieniąc się delikatnie. Powoli
wstałam z niego opuszczając jego silne i ciepłe ramiona. Stanęłam nad nim i
owinęłam się ponownie ręcznikiem, który znalazłam niedaleko.
-Zamierzasz tu tak leżeć, czy napijesz się ze mną whiskey? –zapytałam
z uniesioną brwią pochylając się nad nim z lekkim uśmiechem.
-Zawsze i wszędzie
Petrova.. – wymruczał wstając z dywanu i
porywając z ziemi swoje ubrania.
****************************
Koniec rozdziału pierwszego, o
ile wena mi nie minie będzie tego więcej. Przepraszam za wszelkie błędy, kocham
was.
Śliczny, napewno będę czytać, jak twojego poprzedniego bloga <3
OdpowiedzUsuńTa teraz mała reklama.
Zapraszam do mnie....
http://givemelovemw.blogspot.com/