sobota, 2 listopada 2013

Rozdział 4.

„The greatest thing you’ll ever learn is just to love and be loved in return”
Moulin Rouge

Oblizałam powoli usta i uśmiechnęłam się niepewnie stojąc przed drzwiami małego, zielonego domu. Jeszcze niedawno wchodziłam do niego bez pukania, dobrze wiedząc gdzie właściciel trzymał zapasowy kluczyk. Teraz jedynie z nutką sentymentu spojrzałam na glinianego krasnala stojącego na trawniku równocześnie unosząc dłoń do dzwonka. Dźwięk, który rozległ się w środku zaburzył jego harmonię. Już po kilku sekundach usłyszałam psa ocierającego się o drzwi i szczekającego na powitanie. Uśmiechnęłam się szerzej opierając dłonie o swe biodra, w tym samym momencie gdy drzwi się otworzyły. Pierwsze co ujrzałam, to  lekko rozczochrane włosy, ołówek włożony za ucho i koszula w wyraźnym, artystycznym nieładzie.

-Kogo moje oczy widzą, witaj w rodzinnych stronach Mar.

Nie czekając na dalsze zaproszenia przekroczyłam próg i objęłam mężczyznę w pasie. Od razu poczułam ten sam znajomy zapach, a silne ramiona przyjaciela otuliły mnie bez zastanowienia.

-Dex, nawet nie wiesz jak bardzo mi  Ciebie brakuje..

Wyszeptałam lekko się odsuwając i zerkając na krążącego wokół nich labradora machającego zawzięcie ogonem.

-Petrova dobrze wiesz, że nie musiałaś wyjeżdżać..

Mruknął zamykając za mną drzwi i łapiąc mnie za rękę prowadząc w stronę salonu.

-Dobrze wiesz, że to nie zależało ode mnie. –westchnęłam starając się nie myśleć o prawdziwych powodach wyjazdu z miejsca, które kochałam - Miałeś nocną zmianę?  Przestępczość wzrosła, że tak zmizerniałeś?- uniosłam brew siadając w swoim ulubionym, choć wysłużonym fotelu, który nadal stał w kącie pomieszczenia.

-Nawet mnie nie denerwuj, nie wiem kogo śmieszy wzywanie nas tam, gdzie do cholery nawet nic się nie dzieje, prócz szczekającego psa i brazylijskiego serialu, który dzięki niedosłyszącej starszej pani słucha pół dzielnicy. –odparł przecierając oczy i wzdychając ciężko.

-Oboje dobrze wiemy, że największe zbrodnie są załatwiane po cichu, a Ci którzy o nich wiedzą z troski o własne życie, nawet was nie zawiadomią. Marnujesz się, takie jest moje zdanie..

-Martho nie wszyscy..

-Poczekaj..- przerwałam mu zaczesując włosy za ucho- mam dla Ciebie propozycję nie do odrzucania.-powiedziałam z lekkim uśmiechem w duchu trzymając kciuki by się zgodził.

On natomiast nachylił się do mnie z widocznym zainteresowaniem. Żądny wrażeń stróż prawa, przyjaciel z dzieciństwa, moja jedyna nadzieja, Dexter Sullivian.

{...}

Zaśmiałam się głośno widząc książki spadające z półki na przyjaciółkę, gdy tylko weszłam do księgarni, która była jej dzieckiem i spełnionym marzeniem z czasów studiów. Rozbawiona przybiegłam jej z pomocą, ratując ją przed kolejną falą encyklopedii i lektur.

-Co Ty byś beze mnie zrobiła Beth.- wyszeptałam jej na ucho mocno ją tuląc.

-Kiedy wróciłaś, na Boga i nic mi nie powiedziałaś?

-Cicho, dopiero przyjechałam.

Wywróciłam oczami i przyjrzałam się jej z bliska z cichym pomrukiem.

-Wyładniałaś i albo się zakochałaś albo... wygrałaś milion. Spowiadaj się, ale już Raiver!

Chichocząc pociągnęłam ją na zaplecze. Tęsknota za przyjaciółką z dawnych lat pozwoliła mi kompletnie zapomnieć o wszystkich troskach. Wtulona w jej objęcia pozwoliłam się ponieść.. Znowu miałam kilkanaście lat. Ktoś kto patrzył na nas z boku mógł uznać, że to wariactwo, ale my rozumiałyśmy się bez słów. Przymierze zawarte pół wieku wcześniej przetrwało.

{...}

-Naprawdę nie widziałaś go tak długo? Przecież nie mógł zapaś się pod ziemię.

-To William, żyje po swojemu, a odkąd wybrałaś jego brata najwyraźniej stracił ochotę na kontaktowanie się z naszym kręgiem. –wyszeptała Beth, wyraźnie unikając mojego spojrzenia.

Westchnęłam głęboko zaciskając delikatnie dłonie na poduszce, którą trzymałam na kolanach. Błędy, za które zawsze płaci się wysoką cenę. Odgoniłam od siebie wspomnienia i uniosłam wzrok na przyjaciółkę.

-On mnie nigdy nie kochał, zrozum to. Moje przeznaczenie to Nathaniel..

Wyszeptałam i wstałam z fotela ciskając poduszkę za siebie.

-Możecie go wszyscy nienawidzić, ale nie znacie go. – dodałam czując jak przyjaciółka bez słowa obejmuje mnie pozwalając się wtulić.-On uratował mi życie.. zdobył dla mnie .. szlif księżnej.

Usłyszałam, jak kobieta szybko nabiera powietrze, jakby nie wierząc w to co mówię. Uśmiechnęłam się delikatnie i spojrzałam jej w oczy.


Teraz wszystko musiało się ułożyć. Prawda?