niedziela, 20 października 2013

Rozdział 3.

„But this is.. this is personal,
this is for me and you
And I want you to know that
I still love You”

Justin Bieber

{...} Dopiero po chwili skoncentrowałam się i spojrzałam na coś co trzymał na ręce. Moje źrenice rozszerzyły się i nabrałam gwałtownie powietrza. Miał go i trzymał go w dłoniach. Odzyskał go.. Odzyskał dla mnie.

Zdezorientowana wzięłam głęboki wdech, a krew zaszumiała mi w uszach. Wciąż patrząc na szlif księżnej  półszeptem odezwałam się pokonując szok.

- Jak do cholery udało Ci się, go zdobyć.. Tyle lat, szukałam go.. a on przepadł i nikt nie potrafił go..
- Nikt oprócz mnie, prawda? Zbyt mało masz we mnie wiary, Petrova.

Nate zaśmiał się gorzko i odsunął, chowając w dłoni skarb od którego nie mogłam oderwać wzroku. Szybko i pewnie zbyt nerwowo zamrugałam, wzdychając głęboko. Położyłam niepewnie swoją smukłą dłoń na jego przedramieniu, delikatnie zaciskając na nim palce.

- Daj mi go. Dobrze wiesz, że tylko jedna osoba może  go mieć, w niepowołanych rękach stanowi zbyt wielkie niebezpieczeństwo, a przecież..

Nie dane mi było skończyć, bo mężczyzna z wyraźną furią w oczach wstał jakby mój dotyk i słowa parzyły niczym ogień.

-Myślisz, że tak po prostu mogę Ci go dać? Jak myślisz jak go zdobyłem? Przypadkiem spacerując po lesie?

Westchnęłam i wywróciłam oczami, czego on tak bardzo nie lubił, także wstając.

- Wiem, że było to trudne, nikt kto miał go.. nie oddał go bez walki, ale musisz zrozumieć, że od niego zależy więcej niż możesz sobie wyobrazić.
- Ja to wiem, ale ten kto mi go dał potrzebuje czegoś, co obiecałem mu dać..
-Do cholery w co Ty się wpakowałeś, Salvatore.
{....}

Pod stołem zdjęłam z palca mały pierścień, który pozwalał mi żyć i nie chować się przed promieniami zdradzieckiego słońca, które jak gdyby nigdy nic, mogło obrócić mnie w pył. Westchnęłam głęboko i obróciłam go w palcach przyglądając mu się uważnie. Wyglądał jak obrączka, tyle, że niezłota, lecz czarna z wygrawerowanymi niemieckimi, francuskimi i rosyjskimi słowami. Te języki symbolizowały pochodzenie trzech czarowników, którzy kilka wieków wcześniej podarowali naszej rasie w ofierze ochronę. Było to podziękowanie, za pomoc gdy w czasach prześladowań, pomagaliśmy im w ucieczce. Nasza szybkość, doświadczenie i przebiegłość była niezastąpiona. Czując dyskomfort spowodowany brakiem biżuterii, której nigdy nie zdejmowałam, wsunęłam  pierścień na palec i uniosłam wzrok na zegar wiszący w centralnym punkcie całej restauracji.

Siedząc naprzeciwko jakże czarującego i zawsze onieśmielającego mnie Francisca, zagryzłam nerwowo dolną wargę i uśmiechnęłam się, mając nadzieję, że efekt będzie uroczy. Mimo tego, że Nathaniel wszystko mi wytłumaczył, wcale nie chciałam wypełniać tego planu. Był ryzykowny, ale przede wszystkim zakładał, że wykorzystam kogoś, kogo naprawdę lubiłam. Złożona obietnica, że włos mu z głowy nie spadnie, nie pomogła w pozbyciu się skurczu jaki poczuła w brzuchu.

- Bardzo cieszę się, że zgodziłaś się spotkać, zawsze myślałem, że oprócz Nate’a nie dostrzegasz nikogo innego.

Powiedział mężczyzna przerywając ciszę, jaka zapanowała przed momentem. Słysząc te słowa jeszcze raz nerwowo spojrzałam na zegarek, a następnie na drzwi od restauracji.

- Ja i Nate? Ja go nie obchodzę, bynajmniej.. przypomina sobie o mnie, gdy wszystkie jego panienki okazują się niezłymi sukami.

Wyszeptałam patrząc mu w oczy, czego zaraz pożałowałam. Kłamstwo ma cholernie krótkie nogi, gdy ktoś z natury jest kiepskim kłamcą. Zarumieniona spuściłam wzrok i wzięłam urywany wdech. 

Salvatore, lepiej się pospiesz.. Pomyślałam i zakryłam się delikatnie kartą dań, tak naprawdę, nawet nie czytając z nerwów co w niej jest. Francisco zdając się niczego nie zauważać, złapał mnie za rękę, bym zwróciła na niego uwagę.

-Martho.. Jesteś strasznie spięta, to tylko ja.. stary, dobry Francis, który nie zrobi Ci krzywdy, jeżeli źle się tu czujesz, możemy pójść gdziekolwiek zechcesz, to ma być tylko nasz wie..

Przerwał w pół zdania patrząc na coś, a raczej na kogoś za moimi plecami. Odetchnęłam cicho, dokładnie wiedząc kto jest za mną.

-Przepraszam..

Zdążyłam jedynie wyszeptać, nim dwóch mężczyzn zabrało Francisca i zniknęło.

-Cała drżysz, Petrova.

Usłyszałam znajomy głos i uniosłam wzrok posyłając mu jak sądzę mordercze spojrzenie, bo mężczyzna, aż drgnął.

-Nathanielu, to co zrobiłam było ostatnią rzeczą jaką dla Ciebie robię, rozumiesz?

Syknęłam, gwałtownie wstając od stolika. Mężczyzna złapał mnie w ramiona i przyciągnął mocno do siebie. Jęknęłam cicho i czując łzy napływające do mych oczu spojrzałam na niego.

-Kocham Cię, a Ty kochasz mnie.. przerabialiśmy to już wiele razy.  Zrobisz dla mnie wszystko i oboje o tym bardzo dobrze wiemy.

Wyszeptał z lekkim uśmiechem, a ja nie mogąc zaprzeczyć przybliżyłam swoje usta do jego i cała drżąc złączyłam nasze usta w pocałunku.


Kocham go, mimo wszystko.