„The greatest thing you’ll ever learn is just to love and be loved in
return”
Moulin Rouge
Oblizałam
powoli usta i uśmiechnęłam się niepewnie stojąc przed drzwiami małego,
zielonego domu. Jeszcze niedawno wchodziłam do niego bez pukania, dobrze
wiedząc gdzie właściciel trzymał zapasowy kluczyk. Teraz jedynie z nutką
sentymentu spojrzałam na glinianego krasnala stojącego na trawniku równocześnie
unosząc dłoń do dzwonka. Dźwięk, który rozległ się w środku zaburzył jego
harmonię. Już po kilku sekundach usłyszałam psa ocierającego się o drzwi i
szczekającego na powitanie. Uśmiechnęłam się szerzej opierając dłonie o swe
biodra, w tym samym momencie gdy drzwi się otworzyły. Pierwsze co ujrzałam,
to lekko rozczochrane włosy, ołówek
włożony za ucho i koszula w wyraźnym, artystycznym nieładzie.
-Kogo moje oczy widzą, witaj w rodzinnych stronach Mar.
Nie czekając na
dalsze zaproszenia przekroczyłam próg i objęłam mężczyznę w pasie. Od razu
poczułam ten sam znajomy zapach, a silne ramiona przyjaciela otuliły mnie bez
zastanowienia.
-Dex, nawet nie wiesz jak bardzo mi
Ciebie brakuje..
Wyszeptałam
lekko się odsuwając i zerkając na krążącego wokół nich labradora machającego
zawzięcie ogonem.
-Petrova dobrze wiesz, że nie musiałaś wyjeżdżać..
Mruknął
zamykając za mną drzwi i łapiąc mnie za rękę prowadząc w stronę salonu.
-Dobrze wiesz, że to nie zależało ode mnie. –westchnęłam starając się nie myśleć o prawdziwych
powodach wyjazdu z miejsca, które kochałam -
Miałeś nocną zmianę? Przestępczość
wzrosła, że tak zmizerniałeś?- uniosłam brew siadając w swoim ulubionym,
choć wysłużonym fotelu, który nadal stał w kącie pomieszczenia.
-Nawet mnie nie denerwuj, nie wiem kogo śmieszy wzywanie nas tam, gdzie do
cholery nawet nic się nie dzieje, prócz szczekającego psa i brazylijskiego serialu,
który dzięki niedosłyszącej starszej pani słucha pół dzielnicy. –odparł przecierając oczy i wzdychając ciężko.
-Oboje dobrze wiemy, że największe zbrodnie są załatwiane po cichu, a Ci
którzy o nich wiedzą z troski o własne życie, nawet was nie zawiadomią. Marnujesz
się, takie jest moje zdanie..
-Martho nie wszyscy..
-Poczekaj..- przerwałam mu
zaczesując włosy za ucho- mam dla Ciebie
propozycję nie do odrzucania.-powiedziałam z lekkim uśmiechem w duchu
trzymając kciuki by się zgodził.
On natomiast
nachylił się do mnie z widocznym zainteresowaniem. Żądny wrażeń stróż prawa,
przyjaciel z dzieciństwa, moja jedyna nadzieja, Dexter Sullivian.
{...}
Zaśmiałam się
głośno widząc książki spadające z półki na przyjaciółkę, gdy tylko weszłam do
księgarni, która była jej dzieckiem i spełnionym marzeniem z czasów studiów.
Rozbawiona przybiegłam jej z pomocą, ratując ją przed kolejną falą encyklopedii
i lektur.
-Co Ty byś beze mnie zrobiła Beth.- wyszeptałam jej na ucho mocno ją tuląc.
-Kiedy wróciłaś, na Boga i nic mi nie powiedziałaś?
-Cicho, dopiero przyjechałam.
Wywróciłam
oczami i przyjrzałam się jej z bliska z cichym pomrukiem.
-Wyładniałaś i albo się zakochałaś albo... wygrałaś milion. Spowiadaj się,
ale już Raiver!
Chichocząc
pociągnęłam ją na zaplecze. Tęsknota za przyjaciółką z dawnych lat pozwoliła mi
kompletnie zapomnieć o wszystkich troskach. Wtulona w jej objęcia pozwoliłam
się ponieść.. Znowu miałam kilkanaście lat. Ktoś kto patrzył na nas z boku mógł
uznać, że to wariactwo, ale my rozumiałyśmy się bez słów. Przymierze zawarte
pół wieku wcześniej przetrwało.
{...}
-Naprawdę nie widziałaś go tak długo? Przecież nie mógł zapaś się pod
ziemię.
-To William, żyje po swojemu, a odkąd wybrałaś jego brata najwyraźniej
stracił ochotę na kontaktowanie się z naszym kręgiem. –wyszeptała Beth, wyraźnie unikając mojego spojrzenia.
Westchnęłam
głęboko zaciskając delikatnie dłonie na poduszce, którą trzymałam na kolanach.
Błędy, za które zawsze płaci się wysoką cenę. Odgoniłam od siebie wspomnienia i
uniosłam wzrok na przyjaciółkę.
-On mnie nigdy nie kochał, zrozum to. Moje przeznaczenie to Nathaniel..
Wyszeptałam i
wstałam z fotela ciskając poduszkę za siebie.
-Możecie go wszyscy nienawidzić, ale nie znacie go. – dodałam czując jak przyjaciółka bez słowa obejmuje
mnie pozwalając się wtulić.-On uratował
mi życie.. zdobył dla mnie .. szlif księżnej.
Usłyszałam, jak
kobieta szybko nabiera powietrze, jakby nie wierząc w to co mówię. Uśmiechnęłam
się delikatnie i spojrzałam jej w oczy.
Teraz wszystko
musiało się ułożyć. Prawda?
„The greatest thing you’ll ever learn is just to love and be loved in
return”
Moulin Rouge
Oblizałam
powoli usta i uśmiechnęłam się niepewnie stojąc przed drzwiami małego,
zielonego domu. Jeszcze niedawno wchodziłam do niego bez pukania, dobrze
wiedząc gdzie właściciel trzymał zapasowy kluczyk. Teraz jedynie z nutką
sentymentu spojrzałam na glinianego krasnala stojącego na trawniku równocześnie
unosząc dłoń do dzwonka. Dźwięk, który rozległ się w środku zaburzył jego
harmonię. Już po kilku sekundach usłyszałam psa ocierającego się o drzwi i
szczekającego na powitanie. Uśmiechnęłam się szerzej opierając dłonie o swe
biodra, w tym samym momencie gdy drzwi się otworzyły. Pierwsze co ujrzałam,
to lekko rozczochrane włosy, ołówek
włożony za ucho i koszula w wyraźnym, artystycznym nieładzie.
-Kogo moje oczy widzą, witaj w rodzinnych stronach Mar.
Nie czekając na
dalsze zaproszenia przekroczyłam próg i objęłam mężczyznę w pasie. Od razu
poczułam ten sam znajomy zapach, a silne ramiona przyjaciela otuliły mnie bez
zastanowienia.
-Dex, nawet nie wiesz jak bardzo mi
Ciebie brakuje..
Wyszeptałam
lekko się odsuwając i zerkając na krążącego wokół nich labradora machającego
zawzięcie ogonem.
-Petrova dobrze wiesz, że nie musiałaś wyjeżdżać..
Mruknął
zamykając za mną drzwi i łapiąc mnie za rękę prowadząc w stronę salonu.
-Dobrze wiesz, że to nie zależało ode mnie. –westchnęłam starając się nie myśleć o prawdziwych
powodach wyjazdu z miejsca, które kochałam -
Miałeś nocną zmianę? Przestępczość
wzrosła, że tak zmizerniałeś?- uniosłam brew siadając w swoim ulubionym,
choć wysłużonym fotelu, który nadal stał w kącie pomieszczenia.
-Nawet mnie nie denerwuj, nie wiem kogo śmieszy wzywanie nas tam, gdzie do
cholery nawet nic się nie dzieje, prócz szczekającego psa i brazylijskiego serialu,
który dzięki niedosłyszącej starszej pani słucha pół dzielnicy. –odparł przecierając oczy i wzdychając ciężko.
-Oboje dobrze wiemy, że największe zbrodnie są załatwiane po cichu, a Ci
którzy o nich wiedzą z troski o własne życie, nawet was nie zawiadomią. Marnujesz
się, takie jest moje zdanie..
-Martho nie wszyscy..
-Poczekaj..- przerwałam mu
zaczesując włosy za ucho- mam dla Ciebie
propozycję nie do odrzucania.-powiedziałam z lekkim uśmiechem w duchu
trzymając kciuki by się zgodził.
On natomiast
nachylił się do mnie z widocznym zainteresowaniem. Żądny wrażeń stróż prawa,
przyjaciel z dzieciństwa, moja jedyna nadzieja, Dexter Sullivian.
{...}
Zaśmiałam się
głośno widząc książki spadające z półki na przyjaciółkę, gdy tylko weszłam do
księgarni, która była jej dzieckiem i spełnionym marzeniem z czasów studiów.
Rozbawiona przybiegłam jej z pomocą, ratując ją przed kolejną falą encyklopedii
i lektur.
-Co Ty byś beze mnie zrobiła Beth.- wyszeptałam jej na ucho mocno ją tuląc.
-Kiedy wróciłaś, na Boga i nic mi nie powiedziałaś?
-Cicho, dopiero przyjechałam.
Wywróciłam
oczami i przyjrzałam się jej z bliska z cichym pomrukiem.
-Wyładniałaś i albo się zakochałaś albo... wygrałaś milion. Spowiadaj się,
ale już Raiver!
Chichocząc
pociągnęłam ją na zaplecze. Tęsknota za przyjaciółką z dawnych lat pozwoliła mi
kompletnie zapomnieć o wszystkich troskach. Wtulona w jej objęcia pozwoliłam
się ponieść.. Znowu miałam kilkanaście lat. Ktoś kto patrzył na nas z boku mógł
uznać, że to wariactwo, ale my rozumiałyśmy się bez słów. Przymierze zawarte
pół wieku wcześniej przetrwało.
{...}
-Naprawdę nie widziałaś go tak długo? Przecież nie mógł zapaś się pod
ziemię.
-To William, żyje po swojemu, a odkąd wybrałaś jego brata najwyraźniej
stracił ochotę na kontaktowanie się z naszym kręgiem. –wyszeptała Beth, wyraźnie unikając mojego spojrzenia.
Westchnęłam
głęboko zaciskając delikatnie dłonie na poduszce, którą trzymałam na kolanach.
Błędy, za które zawsze płaci się wysoką cenę. Odgoniłam od siebie wspomnienia i
uniosłam wzrok na przyjaciółkę.
-On mnie nigdy nie kochał, zrozum to. Moje przeznaczenie to Nathaniel..
Wyszeptałam i
wstałam z fotela ciskając poduszkę za siebie.
-Możecie go wszyscy nienawidzić, ale nie znacie go. – dodałam czując jak przyjaciółka bez słowa obejmuje
mnie pozwalając się wtulić.-On uratował
mi życie.. zdobył dla mnie .. szlif księżnej.
Usłyszałam, jak
kobieta szybko nabiera powietrze, jakby nie wierząc w to co mówię. Uśmiechnęłam
się delikatnie i spojrzałam jej w oczy.
Teraz wszystko
musiało się ułożyć. Prawda?






